W dialogu

Miłość w rytmie

„Sexual Healing” Marvina Gaye’a prowadzi we wszelkich muzyczno-miłosnych rankingach. Z uwagi na to, że nasze myśli kieruje ona głównie w stronę nastrojów bliskich czołówce „Żaru tropików”, razem z portalem 30milionow.pl, postanowiliśmy stworzyć autorskie TOP 5, oparte na starannie wyselekcjonowanych kryteriach.

Naszym zdaniem muzyka do kochania:

1. powinna przede wszystkim UWODZIĆ

Jeśli tak, to koniecznie z mistrzowskim kawałkiem duńskiej formacji Hess is More o jakże łaskoczącym tytule: „Yes Boss”. Wokalista Mikkel Hess wita słuchaczy głębokim „Hello sweet pie”. Dalej jest już tylko coraz namiętniej, a napięcie rośnie z każdą sekundą. On się cieszy, że ona przyszła i chce, aby pokazała mu, co potrafi. Ona stoi przy mikrofonie i obiecuje, że będzie się starać jeszcze bardziej i bardziej. Obojgu bardzo zależy na przejściu z punktu A do punktu B, ale potrzeba na to jeszcze chwili. Udaje się to po trzech minutach i wtedy robi się naprawdę gorąco.

Yes boss

2. musi także odrobinę NIEPOKOIĆ

Dave Gahan przeciąga tytułowe „I feel You” w pierwszych sekundach utworu w sposób, który zapiera dech w piersiach, alternatywnie powoduje ciarki. Brudne, mocne i jednostajne dźwięki niepokoją dokładnie tak, jak trzeba – pobudzają ciekawość tego, co wydarzy się za chwilę. Piosenka buja, a Gahan nieco zdartym głosem wyśpiewuje:

„Your precious soul
And I am whole
I feel you
Your rising sun
My kingdom comes”

Depeche mode

3. służy też temu, aby BAWIĆ

Potwierdzi to każdy psycholog od seksu. Są piosenki, które flirtom erotycznym sprzyjają szczególnie. Jedną z nich wyśpiewał Joe Cocker. Jest lekka, bezpretensjonalna i seksowna w każdej nucie.

Joe Coocker

4. musi być ROMANTYCZNA

Nawet najwięksi macho potrzebują czasem czułości, bliskości i głębokich spojrzeń w oczy. Nasz typ to Jessie Ware. Można odpłynąć. I to nie raz.

Jessie Ware

5. ROZBUDZAĆ rządze

Trudno powiedzieć, czy w przypadku hitu The Coasters, znanego szerszej publiczności z filmu Quentina Tarantino „Death Proof”, na wyobraźnię nie działa bardziej scena, której towarzyszy, aniżeli sama piosenka. Scena kultowa, podczas której seksowna brunetka uwodzi w barze tańcem Kurta Russela. Można oczywiście obejrzeć ją kilka razy, a następnie dla porównania wysłuchać samego utworu. Tylko po co? Jedno z drugim związane jest tak nierozerwalnie, że szkoda czasu. Lepiej oddać się miłości. W rytmie „Down in Mexico”.

Scena z Death Proof:

Dearth Proof

 Tekst: Aleksandra Grobelska, fot. Teddy Kelly/Unsplash

źródło: 38milionow.pl

Kategoria: W dialogu

Porozmawiajmy

Ciekawe

Dostrzeżone

corkimatek pokojdziecka konfliktowy

Inspiracje