Jedz z głową

Śliwkowe upojenie

W pewnym markecie były kiedyś takie powidła – nie dżem, galaretka czy mus, ale prawdziwe powidła.

Gęste, śliwkowe i z nietuzinkowymi dodatkami. Mimo, że sama sporządzam tony przetworów, tamte powidła kupowałam przy każdej okazji. Do czasu.

Znikły jak sen złoty, pozostawiając nieutulonych w żalu wielbicieli. Od czego jednak spryt gospodyni domowej. Nie wiem, czy tak przyrządzano mój ulubiony przysmak w fabryce (zapewne nie), ale udało mi się uchwycić smak i wykwint powideł śliwkowych z czekoladą i nutą rumową. Już samo sporządzanie zwykłych powideł wymaga pewnej wprawy, a właściwie bardziej czasu i cierpliwości. Odpowiednie naczynie też by się przydało – im większa tym lepsza miedziana patelnia do powideł, coś pomiędzy głęboką patelnią a szerokim rondlem. Bez niej też oczywiście można smażyć powidła – w szerokim rondlu właśnie lub… w woku.

Co jest potrzebne?  

Przede wszystkim dobre śliwki: klasyczne powidła przygotowujemy wyłącznie z węgierek, słodkich, dojrzałych, z pomarszczoną skórka przy ogonku. Trudno jednak trafić na takie w sklepie, czy nawet na bazarze. Wystarczą więc zwykłe węgierki lub nawet inne nieduże, słodkie śliwki (ostatecznie pół na pół z węgierkami). Umyte i wypestkowane owoce należy  pozostawić do wyschnięcia, aby zminimalizować ilość wody podczas smażenia. Powidła będą szybciej gotowe. Wrzucamy owoce do rondla i smażymy na małym ogniu tak długo, aż się rozpadną. Na tym etapie właściwie nie ma potrzeby mieszania, bo w owocach jest jeszcze dużo soku, ale jeśli chcemy trochę przyspieszyć proces, albo mamy nieduże naczynie i chcemy, aby owoce szybciej „siadły” – mieszamy co jakiś czas od dna. Potem każdego kolejnego dnia smażymy powidła do uzyskania pożądanej konsystencji lepkiego, pysznego smarowidła. W zależności od rodzaju naczynia, powidła trzeba smażyć codziennie inną ilość czasu, zawsze na minimalnym płomieniu, mieszając od czasu do czasu, bo im bardziej wysmażone tym szybciej się przypalają. Do klasycznych powideł nie dodajemy cukru – powinny zawierać tylko ten z owoców. Jeśli jednak śliwki były mało dojrzałe albo lubimy słodsze przetwory nie bądźmy purystkami i dodajmy trochę cukru (jego dodatek rozrzedzi powidła, za to będą się szybciej przypalać). A teraz odrobina luksusu: do gotowych gorących powideł dodajemy startą na tarce gorzką czekoladę. Ja dosypuję około 100 gramów na ilość powideł powstałą z 3 kg śliwek. Szybko mieszamy, dolewamy 1/3 szklanki ciemnego rumu i… gotowe!  

Gorące powidło wkładamy do wyjałowionych wrzątkiem suchych słoiczków i szczelnie zamykamy. Dzięki dodatkowi rumu nie trzeba powideł pasteryzować.

 

Tekst: Katarzyna Gardzina-Kubała

Kategoria: Jedz z głową

Porozmawiajmy

Ciekawe

Dostrzeżone

dyniowebabeczki granice szesliwamama

Inspiracje